poniedziałek, 15 listopada 2010

Praca zaliczeniowa

Miałam za zadanie napisać na uczelnie felieton pod tytułem "Mój język". Proszę o komentarze co jeszcze zmienić.




Felieton

Zadanie: felieton.

Słowa kluczowe: inteligentnie, język, zaliczenie, mój.

Czas wykonania: zdecydowanie za krótki.

Mój język

Felieton oraz język te dwa podstawowe słowa, które będą przewijać się w tym tekście, do tego cel – wiadomo sprawne i bezbolesne zaliczenie przedmiotu. Ciężko zebrać się w sobie gdy weny brak, jedyne głębsze odczucia to ból głowy po wczorajszej nocnej imprezie. Ale cóż obowiązek studenta rzecz święta, a uzyskanie pozytywnej oceny rzecz najświętsza.

Temat nie prosty, a dodatkowo forma narzuca nam, żeby było krótko, ale konkretnie oraz do tego ciekawie. Oczywiście dodajemy jeszcze szczyptę wysmakowanego dowcipu z nutką elokwencji. Ale jak można napisać coś wybitnego o języku? Język służy opisywaniu rzeczywistości, rzadko występuje jako główny aktor, zazwyczaj jest statystą, gdzie inne tematy czy historię są hollywoodzkimi gwiazdami. Trudno się dziwić jest tyle ciekawszych tematów np. podwyżka podatków, wybory w Stanach czy też rozgrywki Ligi Europy ( akurat może to ostatnie to przesadziłam). Język jest zajmujący dla logopedy, językoznawcy i może jeszcze dla producenta lodów a nie dla statystycznego studenta. Jednak jako , że „statystyczny Polak nie istnieje”, jak nas przekonuje pewna reklama telewizyjna może uda się coś z tego tematu wykrzesać. Z drugiej strony jeśli ktoś (czytaj: ja) uważa, że jest twórczy to każdy temat uda mu się wskrzesić niby tego mitycznego Feniksa z popiołu.

Moim zdaniem język komunikacji w moim codziennym życiu staje się coraz prostszy, mam coraz mniej czasu a coraz więcej różnego rodzaju obowiązków. Rozgraniczam sposób porozumiewania się w zależności od sytuacji i odbiorcy przekazu. Trudno wymagać aby ktoś kwieciście i długo prosił o chleb w piekarni czy też używając zdania podwójnie złożonego z szykiem przestawnym ( plus pięć przymiotników) umawiać się przez telefon na spotkanie biznesowe (nawet mimo korzystnych pakietów minut od operatora). Natomiast Internet również poniekąd wymusza uproszczenia, chcemy zawrzeć przecież dużo treści w małej formie. Mój codzienny sposób porozumiewania się jest na niezadawalającym mnie poziomie i jest często dosyć niechlujny z naleciałościami gwary. Oczywiście na tym osobiście ubolewam, ale muszę często dostosowywać się do osób z którymi rozmawiam – na przykład urzędnikami czy klientami. Niestety często mam pecha spotykać osoby, których ulubionym pytaniem jest „co”? – z wyżerającą z oczu bezdenna pustką, w której topią się jakiekolwiek moje bardziej skomplikowane wyrażenia. I wtedy mój język maksymalnie uproszczam dodając oczywiście bardzo obrazowe przykłady.

Do tego język mówiony bywa tak ulotny, dlatego ludzie słowo mówione przekształcają w słowo pisane. Jestem wielką fanką słowa pisanego, jest ono trwalsze niż ulotny wyraz w międzyludzkim dialogu dnia codziennego. Uwielbiam czytać. Czytam prawie wszystko od gazetki reklamowej z hipermarketu, poprzez liczne blogi internetowe do książek pachnące farbą drukarską.

Chciałabym, aby mój język bardziej posłuszny i bez problemu mówił w języku angielskim, francuskim i jeszcze w jakimś egzotycznym i niespotykanym języku podkreślając moją oryginalność (mogłyby być to język suahili albo hindi). Ale niestety w życiu marzenia tak łatwo się nie spełniają i trzeba w każdym aspekcie życia znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie.

Podsumowując. Chaotyczny, ironiczny, zazwyczaj niedbały i pełny dygresji taki jest mój język. O tym jest ten felieton.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Katarzyna Piec Zaczyna Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos