niedziela, 20 lutego 2011

Jak pisać?

Jak pisać?

Na to pytanie próbuje odpowiedzieć w swojej książce autor licznych bestsellerów Stephen King. Książka ta jest odpowiedzią na tysiące pytań na temat pisania powieści płynących do autora od czytelników. Całość utrzymana jest w klimacie opowieści autobiograficznej o tym jak to się stało, że King osiągnął taki spektakularny sukces.
Jest w tej książce dużo autoironii, co cenię u autorów książek, którzy mimo sukcesu nie uważają się za kolejne wcielenie egipskiego bożka słońca.



Dużym plusem tej książki jest jej rozmiar i objętość - spokojnie można wziąć ją do torebki - jako zabezpieczenie gdyby była chwila na poczytanie gdzieś w trakcie dnia (np. w korku czy w kolejce w piekarni, gdzie babcia przed tobą blokuje kolejkę, bo każe pani ekspedientce liczyć, ile jest kromek w chlebie tostowym - sytuacja autentyczna).
Niestety większość książek Kinga nie nadaje się do mobilnego czytania, a wydania kieszonkowe mijają się z celem - czcionka jest wtedy wielkości mini mini.

Jednak nie przynudzając dygresyjkami chyba tę książkę muszę raczej polecić fanom prozy Kinga, ponieważ w książce jest trochę odniesień do jego twórczości.

P.S. A tak w ogóle nosicie ze sobą jakieś książki? Jeśli tak to co polecacie na takie mobilne czytanie?

6 komentarze:

Barbara Silver on 20 lutego 2011 12:53 pisze...

Witaj :)

Książkę zabieram ze sobą wyłącznie wtedy, gdy wiem, że będę miała czas czytać. Zazwyczaj wtedy, gdy idę do herbaciarni lub kawiarni. Lubię przesiadywać cały dzień w takich miejscach, to zwykle tam piszę i relaksuję się :) Kinga lubię, aczkolwiek ostatnio bardzo zaniedbuję. To chyba przez to, że nie mam nastroju na mocniejszą literaturę ;) Lubię jednak zabierać ze sobą: fantastykę, gdy gdzieś jadę, aby oderwać się od ziemi; wspomnienia-biografie, do kawiarni; klasykę - gdy jest lato, na ławeczkę do parku albo na inny skwer.
Polecać niczego nie będę, bo każdy ma inny gust i w takich razach sam dobiera lekturę, którą lubi.
Ps: Ale tę książeczkę chętnie przeczytam, nie wiedziałam że King popełnił cuś takiego X,D

pozdrawiam serdecznie :)

czekolada on 20 lutego 2011 13:55 pisze...

Chodzi za mną ta książka, odkąd powiedziała mi o niej Małgorzata Musierowicz na spotkaniu autorskim :) Muszę w końcu się za nią zabrać.
A co do noszenia książek, zawsze staram się wypożyczać fifty-fifty "cegieł" i lekkich powieści. Wtedy "cegły" - dom, a lekkie - podróże :)
Pozdrawiam

Katarzyna Piec Zaczyna on 20 lutego 2011 14:08 pisze...

ja drapnęłam ta książkę na wyprzedaży w bibliotece - nie widziałam jej w żadnej księgarni
Czekolada - cegły :) tez tak mówię

madit on 20 lutego 2011 18:07 pisze...

Jestem fanką Kinga, dlatego od dawna chcę przeczytać tę książkę. Niestety nie udało mi się jej jeszcze nigdzie upolować :(. A teraz Ty zaostrzyłaś jeszcze mój apetyt na nią ;). Ehh i co ja teraz zrobię? ;)

Książkę noszę w torebce często, bo codziennie jeżdżę tramwajami - a przecież trzeba sobie zająć jakoś czas podróży :). Z tym, że ja nigdy nie czytam kilku książek na raz, wolę się skupić na jednej. Więc jeśli czytam akurat coś grubego i ciężkiego to odpuszczam sobie czytanie w komunikacji miejskiej. Konkretnych wymagań co do gatunku też nie mam, choć nie przepadam za fantasy. Ale to akurat refleksja ogólna.

Jabłuszko pisze...

Nie noszę ze sobą książek, bo nie lubię czytać w przypadkowych okolicznościach. Najlepiej czyta mi się w domu, pod ulubioną lampą, na ulubionym miejscu na kanapie, w ciszy i spokoju. Tu mogę skupić się na treści książki, poświęcić się czytaniu bezwzględnie. Różnorakie warunki lektury poza domem takiego komfortu mi nie zapewniają i jakoś nigdy czytanie "przy okazji" nie dawało mi satysfakcji.

Aneta on 14 kwietnia 2011 22:31 pisze...

Często noszę przy sobie książki, wszelakiego rodzaju, wielkości i objętości :) Pamietnik rzemieślnika czytałam, także polecam :)

Prześlij komentarz

 

Katarzyna Piec Zaczyna Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos